Milin amerykański

Campsis radicans

 

 

Opis

Rodzina: Bignoniaceae – bignoniowate.

Jest to szybko rosnące pnącze o przyrostach rocznych ok 2-4 m. Pędy są grube, dość sztywne, lekko owijające się wokół podpór lub wspinające się przy pomocy czepnych korzonków. Liście naprzeciwległe, lancetowate, nieparzystopierzaste, brzeg blaszki liściowej piłkowany. Kwiaty lejkowate o pięciu płatkach, długości 4-6 cm zebrane w pęczki na szczytach pędów.

Występowanie

Naturalne stanowiska znajdują się w Ameryce Północnej. Do Europy został sprowadzony w XVII wieku.

Wysokość

Dorasta do 10 m wysokości. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że w naszym klimacie by ładnie kwitł wymaga zabezpieczenia. Zatem jego wzrost jest raczej ograniczany przez cięcie. Tylko w najcieplejszej strefie naszego kraju można sie pokusić o posadzenie go przy ciepłym murze gdzie ma szansę osiągnąć takie wymiary.

Termin kwitnienia

Od lipca do września.

Kolor kwiatu

Ceglasto-czerwone lub złotożółte.

Stanowisko

Koniecznie słoneczne i dodatkowo osłonięte od zimowych mroźnych wiatrów.

Wymagania

Gleby przepuszczalne lecz zasobne w składniki pokarmowe. Odczyn gleby od lekko kwaśnego do obojętnego. Wymaga również by podłoże dobrze utrzymywało wilgoć. Na dość zasobnych glebach nawożenie możemy ograniczyć do jednej dawki nawozu pełnoskładnikowego, który dajemy wczesną wiosną. Na słabszych glebach zaleca się nawożenie dwukrotne. Drugą dawkę dajemy pod koniec czerwca lub na początku lipca i najlepiej by był to nawóz z ograniczoną ilością azotu.

Podzieję sie tutaj własnym doświadczeniem nieco różniącym się od standardów podawanych przez literaturę. Mimo, że mieszkam na Opolszczyźnie to doświadczenie nauczyło, że nawet tutaj to pnącze wymaga zabezpieczenia na zimę. Uprawiam go przy solidnie zbudowanym trejażu bo to naprawdę ciężka roślina. Ponieważ trejaż to ażurowa konstrukcja więc nie jest zabezpieczony od mroźnych podmuchów wiatru. Dlatego po opadnięciu liści przycinam pędy dość byle jak tylko tyle by roślinę zabezpieczyć w całości. U mnie jego wysokość po przycięciu ma niewiele powyżej metra. Następnie wszystkie pędy wiążę sznurkiem tak by ich objętość mieściła się w rozsądnym rozmiarze. Po ściągnięciu sznurkiem pędów owijam go pasem kartonu powstałym po rozcięciu znacznych rozmiarów pudła. Karton związuję w 3 miejscach. Zabezpiecza to przed rozerwaniem go przez wiatr szczególnie gdy jest mokry. Dół kartonu odsypuję jego własnymi liśćmi, które by nie fruwały przyrzucam czym mam. Np. kilkoma łopatami kompostu nawet tego mało przerobionego. Tak zabezpieczony pozostaje do momentu zapowiedzi porządnych mrozów. Wówczas związuję również górę kartonu więc nic mi się do środka nie dostanie. Tak zabezpieczany przetrwał w doskonałej kondycji już 5 zim. Przy czym karton musi być dość gruby by nie targał się w rękach podczas pracy. Zarzuty, że pod takim okryciem roślina może pleśnieć są wyssane z palca i bardziej oparte na domysłach niż na faktach. Owszem może pojawić się pleśń jeśli w kartonie znajdą się liście, ale to już niedbalstwo w wykonywaniu prac.

Milin dość późno rozpoczyna wegetację więc do prac przy nim przystępuję jak się obrobię z tym co niezbędne w ogródku. Pierwsze to rozwiązuję górę i zaglądam jak się ma w środku. Jeśli nie widać oznak ruszenia pozostawiam go jeszcze i przechodzę do innych prac. Dopiero jak się na tyle ociepli, że okrycie mogłoby być stymulatorem do przedwczesnego wybicia pąków zdejmuję je i przystępuję do właściwego cięcia rośliny. Wszystkie ubiegłoroczne pędy przycinam nad pierwszym lub drugim oczkiem. Jeśli w jakimś miejscu roślina mocno się zagęściła i ma nadmiar pędów część z nich wycinam całkowicie. Tak przycięte pnącze cały czas jest lekko przyrzucone agrowłókniną. Dzieje się tak dlatego, że w czasie późnowiosennych przymrozków milin ma albo mocno nabrzmiałe już zielone pąki albo młodziutkie liście i wolę go na czas przymrozków zabezpieczyć. W momencie zdejmowania okrycia na stałe daję dawkę nawozów w postaci polifoski, którą mieszam z podłożem.

Tempo przyrostu milinu jest bardzo duże i w ogóle jest to spore pnącze, a jeśli do tego dodamy jego bardzo duże liście to jasne staje się, że roślina musi mieć dużo miejsca dla siebie. Dlatego nie należy sugerować się jego wyglądem w momencie zakupu. Bo będzie to zwykły badylek. Także w pierwszych 2-3 latach rośnie dość wolno i będzie nam się wydawało, że zostawiliśmy za dużo miejsca. Uprzedzam to tylko pozory. Najpóźniej w 4 roku zmienimy zdanie i jeśli posadziliśmy coś za blisko będziemy wykopywać. Trudno przy tym nie uszkodzić korzeni milinu. Uszkodzony korzeń milinu może zareagować odrostami korzeniowymi, które mogą być uciążliwe.

Ponieważ pędy milinu są grube, i naprawdę bardzo ciężkie, nawet przyczepione do ściany potrafią się od niej odrywać pod własnym ciężarem. Do ażurowych konstrukcji typu pergola czy trejaż dobrze jest te pędy podwiązywać w miarę ich przyrostu. I niech nikomu nie przyjdzie do głowy skracać jego pędów. Pozbawi się wówczas kwiatów które wyrastają na końcu każdego pędu.

Mrozoodporność

Pnącze raczej należy zabezpieczać na zimę, stosując np. agrowłókninę. Młode rośliny można zabezpieczyć przez usypanie kopca wokół podstawy pnącza do wysokości około 30 cm.

Rozmnażanie

Najczęściej rozmnażamy przez sadzonki pobierane w lipcu. Odcinamy 10-15 cm wierzchołki pędów. Usuwamy dolne liście. Nasadę wkładamy do ukorzeniacza do roślin zielnych i umieszczamy w mieszaninie piasku i ziemi uniwersalnej. Doniczkę zabezpieczamy torbą foliową dla utrzymania wilgotności i podłoża.

Kiedy pojawią się liście należy stopniowo odsłaniać roślinę. Na zimę umieszczamy roślinę w pomieszczeniu o temp. około 10-12 stopni i dopiero po minięciu przymrozków wysadzamy roślinę na miejsce stałe.

Roślina zakwita po 2-3 latach.

Po silnym cięciu mogą pojawić się odrosty korzeniowe, możemy je wykorzystać w celu rozmnożenia rośliny. Przy czym podkreślam słowo mogą bo mimo, że tnę solidnie nie pojawiły się w przeciągu tych kilku lat uprawy.

Można oczywiście rozmnażać z nasion, wówczas kwitnące rośliny uzyskamy po 6-7 latach.

Choroby

Roślina dość odporna na choroby i szkodniki.

Uwagi

Widziałam egzemplarz milinu ukształtowany na „drzewo”. Ogrodnik posadził go przy solidnym słupie dźwigającym dach altany. Przez kilka lat pięć pędów systematycznie przywiązywał do tego słupa usuwając z nich liście co roku coraz wyżej. Pędy na tyle zdrewniały że teraz łącznie z słupem stanowią swoisty pień. Przycinanie milinu tylko u góry wykształciło wiele pędów bocznych, ale wysoko. Co roku góra cięta na 2 oczka wypuszcza mnóstwo pędów pięknie się przewieszających i rosnących w dół, tak że kwiaty będące na końcach pędów są na wysokości oczu. Mało mnie co w ogrodach zachwyci, ale ten pomysł mnie poruszył i już planuję jego zmałpowanie.Przedstawiam obrazek, na którym pnącze poprowadzono na starym drzewie, ale to tylko przykład, że można inaczej. Obrazek jest miniaturką trzeba kliknąć by powiększyć.

Advertisements

komentarzy 10 to “Milin amerykański”

  1. grażyna Says:

    Mój milin ma dwanaście lat ijeszcze nigdy nie był okrywany na zimę.Dodam że jest bardzo dorodny.Wydaje mi się że to przesada z tym okrywaniem.

    • zojalitwin Says:

      Gdybyś jeszcze napisała w jakim regionie kraju mieszkasz. A z doświadczenia tegorocznego mogę powiedzieć, że z biedą go odratowałam mimo, iż był okryty. Bardzo wiele zależy od lokalnych warunków i o tym też trzeba pamiętać.

  2. Marta Says:

    Mój milin jeszcze nigdy nie zakwitł choć ma już 9 lat.Być może był rozmnażany z nasion, no ale to i tak czekam już za długo .Nigdy też nie przyszło mi do głowy okrywać go na zimę , co będę już niniejszym czynić po przeczytaniu powyższego tekstu .Mieszkam w Wieliczce, za ciepło tu w zimie nie jest.
    No i ponieważ mnie wkurzał swoim niekwitnięciem a rósł wściekle , to cięłam go bez pardonu wychodząc z założenia że i tak nic z niego nie mam, to niech choć mało miejsca zajmuje.Zastanawiam się jak mam go potraktować teraz , bo widzę ,że to moje błędy są przyczyną wszystkiego.Nie był okryty tej zimy ,jak zawsze , rośnie wzdłuż starego pnia uschniętego drzewa o wysokości ok. 2 m., jego pędy są wbite w pień.Czy coś mam obciąć?, obcięłam go trochę w jesieni.
    Podsypię go polifoską.
    Jestem pełna uznania dla ogromu doświadczenia i pracy jaką włożyła Pani w stworzenie tych blogów, jako ogrodnik – amator wiele z nich korzystam.Pozdrawiam

    • zojalitwin Says:

      Milin modyfikować należy według własnego uznania, tyle tylko ze trzeba zostawić przynajmniej 2 oczka z ubiegłorocznego przyrostu. Ta roślina kwitnie tylko na pędach wyrosłych z ubiegłorocznych przyrostów.

  3. Anonim Says:

    Ja nie okrywam swoich Milinów na zimę od wielu lat .Mam trzy – jeden kupion,. resztę z sadzonek . Wiosną z pozostałych po zimie patyków obłamuję zdrewniałe końce ile się da aby go skrócić . Nie poświęcam tym roślinom zbytniej uwagi i troski z braku czasu właściwie nie robię z nimi nic , a one rosną i zachwycają swoim widokiem co roku.

    • zojalitwin Says:

      Nie wiem w jakim rejonie one rosną, czy stanowisko jest zaciszne czy wystawione na przeciągi i jeszcze kilka innych czynników. Kiedy piszę staram się myśleć także o mieszkańcach zimniejszych części kraju. Tym bardziej, że mój zostawiony bez okrycia przemarzł więc i u siebie dmucham na zimne. Gdyby Pani napisała jeszcze w jakim rejonie roślina rośnie to uprawiający mogliby podjąć decyzję czy będą okrywać czy nie.

  4. maja Says:

    Wiem, dlaczego opisywany milin jest przez włascicielkę osłaniany, bo rośnie w wolnej przestrzeni i z każdej strony zimno/mróz/ ma dostęp. Ja posadziłam milina przy południowej ścianie domu i dodatkowo od strony wschodniej osłaniany jest przez ściankę balkonową na całą wysokość domku.Pierwsze trzy lata osłaniałam włókniną na

    wysokość 1 metra i liśćmi od dołu. Jak zdrewniały dobrze dolne odnóżki to przestałam okrywać. Za to popełniałam inne błędy,wiosną ciełam równo jak tnie się włosy” pod garnek” ale wreszcie wyczytałam gdzieś, ze na trzy pędy wycina się jeden całkowicie,czyli resztę zostawia i dopiero mi zakwitł .Teraz jednak wyrósł ponad drabinkę /ponad 3metry/przytwierdzoną do ściany i część przycinam jak leci bo zasłania okno.Mieszkam w okolicach Łodzi

    • zojalitwin Says:

      Milin można ciąć dowolnie. Mam znajomego który z wiotkich jeszcze gałęzi uformował 2 metrowy pień i górę przycina na 2-3 oczka. Wiotkie rosnące pędy opuszczają mu się do dołu i zasłaniają część pnia ma swoiste drzewko, a właściwie w tej chwili potężne drzewo o zwisających gałęziach. Tajemnicą takiego kształtowania jest wbity mocno w ziemię wysoki pal. Do niego przypina się pędy. Te kiedy zgrubieją zasłonią całkowicie ów palik.

  5. andi Says:

    Mój milin ma około 15 lat i od czwartego roku od posadzenia kwitnie jak oszalały. Przycinam go wczesną wiosną na 2-3 pędzie i obficie podlewam nie doprowadzając do przesuszenia gleby, jednocześnie nawożę siarczanem potasu ( jedna łyżka stołowa nawozu na 10 litrów wody – 1x na tydzień ) – efekt murowany. Kwiaty są czerwono krwiste a liście ciemno zielone i lekko błyszczące i nie choruje. Na zimę należy roślinkę dobrze zabezpieczyć przed mrozem, szczególnie dolne partie przy ziemi. Zrobiłem w tym roku ( 2013 ) doświadczenie – kiedy pędy się rozrosły ( w trakcie kwitnienia ) szczególnie te, które osiągnęły ponad wymiarowe długości przyciąłem je do połowy i po 3 tygodniach w tym miejscu powychodziły przyrosty z nowymi pączkami po 3 z każdego przycięcia. Mówiąc szczerze sam byłem zdziwiony. W tej chwili roślina jest oblepiona kwiatami i cały czas wypuszcza nowe pączki. I jeszcze jedno – rośnie na glebie piaszczystej, lekko kwaśnej na wystawie południowej przymocowana do bambusowej kraty.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: